Sunday, August 19, 2007

Medialni deprawatorzy

Medialni deprawatorzy
Nasz Dziennik, 2007-08-19
Każdy z nas jest użytkownikiem mediów. Korzystamy przecież z prasy, radia i telewizji, a coraz częściej także z internetu. Lecz czy zawsze dbamy o to, by korzystać z nich rozważnie, tak by nie wpaść w sidła deprawatorów?

W dzisiejszym świecie prasa, a zwłaszcza media elektroniczne dają możliwość szybkiego dotarcia do dużego grona odbiorców przy zaangażowaniu stosunkowo niskich kosztów, dlatego też pokusa wykorzystania mass mediów jako tuby propagandowej jest dla wielu manipulatorów bardzo duża. Jak mówi znany medioznawca ks. bp Adam Lepa: "Gdy społeczeństwo jest w szoku mediów, można z nim robić wszystko". Faktyczną władzę ma dziś ten, kto ma dostęp do mediów, a kto go nie ma, po prostu nie liczy się w życiu publicznym. Najpotężniejszym medium, bezsprzecznie dominującym we współczesnym systemie komunikowania, jest telewizja. W przeciwieństwie do słowa obraz telewizyjny działa bezpośrednio na wyobraźnię i uczucia, nie absorbując zbytnio intelektu. Dlatego też telewizja jest najbardziej istotnym medium wykorzystywanym do organizowania i ukierunkowywania społecznej aktywności czy też jej niwelowania oraz usypiania społeczeństwa. Przekaz telewizyjny może być nadawany przez całą dobę, 7 dni w tygodniu, i to wprost do mieszkań odbiorców, co sprawia, że widza nieustannie można stymulować odpowiednimi treściami. W latach 50. XX w. nastąpiła nobilitacja telewizora do roli najważniejszego urządzenia w domu, a z czasem stał się on uprzywilejowanym domownikiem organizującym innym czas, będącym nie tylko głównym źródłem informacji o rzeczywistości, ale wręcz "autorytetem" mówiącym, jak żyć.
W Polsce, podobnie jak w innych państwach rozwiniętych, niemal we wszystkich domach znajduje się telewizor. Przy czym 30 proc. gospodarstw domowych posiada dwa odbiorniki, a 9 proc. trzy lub więcej. Tak więc coraz częściej się zdarza, że członkowie rodziny nie spotykają się już nawet przed telewizorem, lecz zamykają się we własnych pokojach, by tam spotkać się ze swoimi ulubionymi telewizyjnymi bohaterami. Dochodzimy tutaj do smutnej konstatacji, iż niejednokrotnie łatwiej jest zainteresować się problemami bohaterów któregoś z talk-show czy serialu, niż szczerze porozmawiać z własnym dzieckiem czy współmałżonkiem.
Ponadto dłuższe obcowanie z takimi programami zmienia nasze postrzeganie świata i człowieka, co niestety powoduje zobojętnienie na sprawy bliskich nam osób czy mylenie świata rzeczywistego z fikcyjnym. Problem ten pogłębiają właściciele stacji telewizyjnych, którzy starają się o to, aby widz jak najdłużej pozostawał przed odbiornikiem. Statystyczny Polak codziennie spędza przed telewizorem ponad 4 godziny, przy czym w okresie świąt czas ten przekracza 5 godzin. Dla ponad połowy naszych rodaków oglądanie telewizji jest ulubioną formą spędzania wolnego czasu. Godziny poświęcone telewizji uszczuplają ilość czasu poświęcanego członkom rodziny, nauce czy też aktywnemu wypoczynkowi. Należy także zaznaczyć, że według przeprowadzanych badań ok. 80 proc. Polaków swoją wiedzę o świecie buduje na przekazach telewizyjnych, które są dla nich głównym źródłem informacji, opinii i sądów na temat otaczającej ich rzeczywistości. Badania dowodzą też, iż już prawie 20 proc. widzów jest uzależnionych od oglądania telewizji. Czują się źle, nieswojo i czegoś im brakuje, gdy nie jest on włączony. Jak zauważa ks. bp Adam Lepa: "Telewizja działa groźniej niż narkotyk, ponieważ jej zniewalający wpływ nie rzuca się w oczy, zdobywa odbiorcę długoterminowo, a przy tym nie opracowano jeszcze skutecznej kuracji odwykowej. Dlatego kto ma w swoich rękach telewizję, ten dysponuje największą siłą rażenia w dziedzinie idei, wartości, poglądów i ocen". Należy przypomnieć, że telewizja powinna realizować też funkcję wychowawczą. Lecz pogoń za zyskiem powoduje, iż coraz częściej dominują najbardziej prymitywne, demoralizujące treści. Nadawcy, nie zważając na protesty, sugerują, że dobry jest ten program, który ściąga przed ekrany więcej widzów. Utrzymuje się więc zainteresowanie widza, wykorzystując w tym celu sceny przemocy i pornografię. A treści te czynią spustoszenie nie tylko w psychice dzieci i młodzieży, ale i dorosłych.
Niestety nie lepiej prezentuje się kondycja prasy, o czym świadczą już nawet same witryny kiosków z brukowcami ociekającymi krwią i podobnie jak w przypadku telewizji - pornografią. Można wręcz stwierdzić, że mamy do czynienia z zaplanowanym i systemowym działaniem, którego celem jest doprowadzenie do zmiany systemu wartości Polaków. Usilnie dąży się do zaszczepienia laickich wzorów życia, całkowicie sprzecznych z nauką Kościoła katolickiego. Ma też nastąpić eliminacja ocen moralnych z dyskursu publicznego.

Przemoc
Badania pokazują, że przemoc jest obecna w większości telewizyjnych programów. W Stanach Zjednoczonych szacuje się, iż przed osiągnięciem pełnoletności młody człowiek jest świadkiem 200 tys. aktów przemocy na ekranie. Badania wskazują też dobitnie, że dzieci, które oglądają telewizję dłużej niż godzinę dziennie, wyrastają na agresywnych dorosłych, gdyż pod wpływem telewizyjnej przemocy dochodzi u nich do ograniczenia empatii, zobojętnienia na cierpienie innych, co sprzyja aktom przemocy. A niekiedy staje się przyczyną morderstw popełnianych przez nieletnich. Kilka lat temu niespełna dwudziestoletni Mariusz z Pruszkowa po zamordowaniu matki przyznał: "Kiedy zabijałem, w uszach grała mi muzyka z 'Urodzonych morderców'". Trzeba tutaj zaznaczyć, że od brutalnych filmów można się uzależnić, a w miarę narastania uzależnienia ulega zaburzeniu sposób postrzegania wartości, co niejednokrotnie prowadzi do zwyrodniałych zachowań. W telewizjach normalność staje się niepopularna, a do roli bohatera urasta Hannibal Lecter, seryjny morderca i kanibal, o którego losach filmy, według Bogusława Chraboty z Polsatu, stanowią "łakomy kąsek dla nadawców". Zaistnieć na szklanym ekranie może bez problemu zatem ten, kto zabił, zgwałcił czy dokonał spektakularnego napadu. To takich ludzi uczynił bohaterami swojego cyklu "Cela nr" Edward Miszczak z TVN. W tym programie zagościła Monika Szymańska skazana na dożywocie za kierowanie okrutnym mordem na maturzyście Tomku Jaworskim, Eugeniusz Mazur, morderca czteroosobowej rodziny, czy młody chłopak, który zakatował siekierą swoich rodziców. Obecnie TVN tuż po godz. 17.00 emituje program "Sędzia Anna Maria Wesołowska", którego akcja rozgrywa się na sali sądowej. Jest on oznaczony jako dostępny dla osób od lat 12 i ma podobno cel edukacyjny. Lecz nawet KRRiT zwróciła uwagę nadawcy na szkodliwość emisji tego programu w chronionym paśmie czasowym, gdyż niejednokrotnie ze szczegółami omawia się w nim brutalne przestępstwa. W opublikowanym w marcu tego roku sprawozdaniu KRRiT telewizja TVN figuruje jako stacja, która najczęściej łamie art. 18 ustawy o radiofonii i telewizji mówiący, że: "1. Audycje nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym. 2. Audycje powinny szanować uczucia religijne odbiorców, a zwłaszcza respektować chrześcijański system wartości. 3. Audycje, które mogą zagrażać psychicznemu, uczuciowemu lub fizycznemu rozwojowi dzieci i młodzieży, nie mogą być rozpowszechniane między godziną 6 rano a godziną 23". Zakwestionowane treści, oprócz wymienionego programu, znalazły się jeszcze w serialu fabularno-dokumentalnym "W11- Wydział Śledczy", magazynie "Uwaga" i "Rozmowach w toku".

Wynaturzenia obyczajowe
W programach telewizyjnych oprócz przemocy mamy też sporą ilość treści nieobyczajnych, zwłaszcza w Polsacie i TVN. Przypomnijmy, że to właśnie telewizja TVN emitowała polską wersję "Big Brothera", który zachęcał uczestników do ekshibicjonizmu, a widzów do podglądactwa. Kamery pokazywały ze szczególnie wzmożoną uwagą to, co się dzieje w łazience i sypialni. Publiczne obnażanie się czy nawet przypadkowy kontakt intymny pozwalały uczestnikom zainteresować realizatora, co w ich mniemaniu dawało im większą szansę na dłuższe pozostanie w programie i zdobycie nagrody. Widzowie zaś otrzymywali sygnał, że można instrumentalnie traktować ciało własne i innych osób, by zdobyć sławę. Lecz przecież ta sława wynikała nie z zaprezentowanej wiedzy czy umiejętności, lecz nagich pośladków. Wyzbycie się własnej godności, zgoda na upodlenie miała więc być drogą do naśladowania.
Pomimo zapewnień Mariusza Waltera i Jana Wejcherta, że nie będą dążyć do uruchomienia kanału pornograficznego, który dałby im duże zyski, na antenie stacji z rodziny TVN nigdy nie brakowało programów ze sprzedajnym seksem w stylu "Turbo Erotyk" czy "Seks inspektorzy". Kamery tej stacji filmowały też w 2000 r. "wyczyny" niejakiej pani Houston zaproszonej do Polski przez jedną z firm pornograficznych. No cóż, jak zapewnia w jednym z wywiadów Piotr Walter, obecny prezes TVN: "Nie mam problemu z Big Brotherem. (...) Mnie od początku uczono, że misją telewizji komercyjnej jest zarabianie", a jego ojciec Mariusz Walter dodaje: "Big Brother musi zarobić na Fakty, Wiśniewski musi zarobić na rozwój kolejnych mniej dochodowych kanałów, i tak dalej" ("Przekrój", nr 47/2001, "Businessman Magazine", nr 6/2004, s. 49). Idąc więc tym tropem, można dojść do przerażającego wniosku, iż nieobyczajne programy muszą być emitowane, gdyż trzeba zarobić chociażby na powstający kanał religijny TVN, który, jak zakładają specjaliści, będzie niedochodowy.
Lecz niestety, nawet w środku dnia TVN, jak zauważa KRRiT, emituje programy przedstawiające "wypaczone formy współżycia społecznego (...), w których na co dzień dominuje przemoc i pozbawiony głębszych uczuć seks". Skandal to chleb powszedni dla Ewy Drzyzgi prowadzącej talk-show "Rozmowy w toku". W marcu 2004 r. wyemitowano odcinek z wypowiedziami nie tylko producenta filmów porno, ale i młodych ludzi w nich grających, i ich rodziców, którzy stwierdzili, że "praca ta jest jak każda inna". Jedną z osób zaproszonych do studia TVN była Weronika, która - gdy tylko skończyła 18 lat - za namową matki zaczęła brać udział w filmach pornograficznych. Pani Drzyzga wyraźnie pochwala ten wybór, gdyż stwierdza: "Można podziwiać mamę Weroniki, że odkryła talent córki, która ma predyspozycje do tego zawodu". Znajduje też na widowni kobietę mającą córkę, która postąpiłaby podobnie. Zresztą widownia jest tak starannie dobrana, że praktycznie wszyscy się z sobą zgadzają nawet wówczas, gdy w dalszej części programu jedna z pań sprzedająca swoje ciało przed kamerą mówi, iż wciągnie w ten proceder własną córkę, jak tylko dorośnie. Czy gdy padają przerażające stwierdzenia porno gwiazdek, że pokażą filmy ze swoim udziałem swoim dzieciom, gdyż nie ma się czego wstydzić. Emitując tego typu programy, potęguje się zyski przemysłu pornograficznego, którego roczne obroty w Polsce szacowane są na 120 mln zł, a w USA przynosi on rocznie 14 mld dolarów. Przecież nie jest tajemnicą, że ludzi występujących w tego typu filmach niejednokrotnie przymusza się do tego procederu i traktuje się jak mięso armatnie, które ma przynieść pieniądze. O systemie "szkolenia aktorek" jeden z producentów w filmowym dokumencie zaprezentowanym przez telewizję Planete mówił: "Zmuszamy je do posłuszeństwa i łamiemy ich wolę. Rzucamy je na ziemię i tak długo tłamsimy, aż nie mają już własnego zdania". Dlaczego więc przyzwala się na tę współczesną formę niewolnictwa, a na dodatek zachwala ją i tego typu programy emituje się nie późną nocą, lecz w porze obiadowej, kiedy to rodzice pozostający jeszcze w pracy zapewne nawet nie przypuszczają, na co w telewizji TVN mogą trafić ich pociechy. Jesienią 2004 r. w tymże programie promowano domy publiczne. Wówczas to Ewa Drzyzga rozmawiała z właścicielem, pracownikami i klientami takich "przybytków". Dlaczego w tym programie nie przypomniano, że co roku wirusem HIV zaraża się 5 mln osób, a na AIDS zmarło na świecie już ponad 25 mln ludzi? Cyniczne słowa stręczyciela, iż dziewczyny muszą być na tyle zdrowe, żeby klient przeżył jeszcze kilka miesięcy i wrócił z pieniędzmi, nie wywołały u prowadzącej żadnej reakcji. Przecież przyzwalanie na tego typu działalność to już nie jest tylko kwestia takich czy innych poglądów, ale sprawa odpowiedzialności za ludzkie życie.
W "Rozmowach w toku" wybielano też "represjonowanych" przez nietolerancyjne społeczeństwo i przełożonych nauczycieli, którzy pisali książki pełne wulgaryzmów i pornografii, wystąpili w filmach pornograficznych czy też twierdzili, że w paleniu marihuany nie ma nic złego. Warto tutaj dodać, iż program ten pomimo pozorów spontaniczności jest jednak reżyserowany, a widzowie za udział w nim otrzymują wynagrodzenie, więc można przypuszczać, że wypowiadają się tak, by znowu ich zaproszono. Jak czytamy w jednej z relacji o kulisach programu: "Najlepiej bawią się pracownicy techniczni, którzy jednocześnie wykorzystywani są zamiast statystów jako publiczność. W trakcie prób, gdy nie ma kompletu publiczności, gospodyni programu zwraca się do nieistniejących osób. Zamiast nich na widowni porozkładane są kartki, na których wypisano nazwę roli, którą za kilka godzin odgrywać będzie zajmująca to miejsce osoba. Jest więc na papierze i harcerz, i harcerka, i lekarz,i psycholog, i mąż-transwestyta" ("Gazeta Wyborcza w Krakowie", 15.06.2000, s. 6).
Niestety nieobyczajne treści obecne są również w dużej ilości w telewizji Polsat, która już nie tylko w porze nocnej emituje tego typu treści w swoich poszczególnych stacjach, ale też uruchomiła kanał pornograficzny na własnej platformie cyfrowej.

Walka z Kościołem
W wymienionych powyżej stacjach powiela się też stale różnorodne zarzuty wobec Kościoła. W programie Ewy Drzyzgi goszczą więc ludzie, którzy zgodnym chórem opowiadają o nieobyczajności czy zachłanności duchownych, potwierdzając słowa prowadzącej, że księża nie są tak kryształowi, jak powszechnie sądzą wierni. Również w programie Kuby Wojewódzkiego nie brak drwin z katolicyzmu (tak było zarówno wtedy, gdy pracował w Polsacie, jak i teraz, gdy zarabia w TVN). W jednym z programów Wojewódzkiego Kazimiera Szczuka drwiła z modlitwy i niepełnosprawnej Magdy Buczek. Ale też w jego talk-show gościł lider satanistycznego zespołu "Vader" Piotr Wiwczarek, który snuł wywody o tym, jak to lekcje religii w szkołach ograniczają wolność dzieci. Z kolei w jednym z programów, w którym Wojewódzki przedstawiał się jako "twój gość niedzielny", parodiując tym samym nazwę jednego z katolickich tygodników, zagrał zespół "Blade Loki", którego klawiszowiec prezentował koszulkę z antykościelnym nadrukiem rozprowadzaną przez zwalczający Kościół tygodnik "Fakty i Mity", a pozostali muzycy mieli na sobie koszulki z nazwami satanistycznych zespołów i takimi emblematami. Również w programach publicystycznych i informacyjnych stacji TVN niejednokrotnie atakowano Kościół. Jeden z tego typu materiałów ukazał się 11 stycznia ub.r. w magazynie reporterów "Uwaga" i zawierał nieprawdziwe informacje o księdzu z Białej Rawskiej, którego potem tłumnie bronili parafianie.
Warto się na koniec zastanowić, jak będzie wyglądał program mającego wystartować jesienią kanału religijnego TVN. Wydaje się, że na polu mediów omawiających sprawy wiary będzie to nie hit, ale kit.


Paweł Pasionek

No comments: